Poród rodzinny - czyli jak wziąłem połowę porodu na siebie.
Wiem, że tytuł artykułu wprawi żeńską cześć czytelników w oburzenie. Podchodząc jednak do zagadnienia z dystansem, biorąc pod uwagę aspekt statystyczny to jest on jak najbardziej prawdziwy. Otóż urodziło się jedno dziecko, przy porodzie była matka i ojciec, więc statystycznie każde z nich urodziło równo połowę dziecka.
Porzućmy zabawę statystyką i wróćmy do rzeczywistości. W żaden sposób nie chcemy umniejszać roli kobiety we wzniosłym wydarzeniu jakim są narodziny nowego człowieka. Wiemy, że matka po niełatwych dziewięciu miesiącach ciąży, musi przejść jeszcze przez wielogodzinny, bolesny proces porodu. Możemy się tylko domyślać, o ile wystarczy nam wyobraźni, jak ciężkie są to chwile dla kobiety. Wiemy jaka jest rola kobiety podczas porodu, zastanówmy się więc nad rolą mężczyzny.
Na pierwszych (jednocześnie ostatnich) zajęciach szkoły rodzenia, prowadząca położna powiedziała, że mężczyźni podczas porodu najczęściej przeszkadzają, bardzo rzadko są pomocni. Często lekarze muszą zajmować się ojcem zamiast matką. Trudno odmówić jej racji, zwłaszcza gdy za jej słowami stały lata doświadczeń. Skoro wiele kobiet ma problemy emocjonalne w tym okresie ta jak ma sobie z tym poradzić mężczyzna ewolucyjnie nie przystosowany?
Kobiety czasami nie chcą obecności ojca dziecka przy porodzie. Nie chcą być oglądane w takich okolicznościach. Zdarza się, że z ust obolałej, cierpiącej kobiety padają epitety i temu podobne. Każdy facet to zrozumie ale zdarzało się, że "ojciec" dowiadywał się, że nie jest ojcem!
Niektórzy twierdzą, że poród rodzinny może mieć negatywny wpływ na dalsze pożycie seksualne małżonków. Może tak, może nie. My tego tematu nie będziemy drążyć. Nikt w redakcji nie zna takiego przypadku.
Często pada argument, że obecność ojca przy porodzie pozwala na wzmocnienie więzi z dzieckiem. Słyszałem kiedyś opinię, że ojciec bardziej kocha dziecko, przy którego porodzie był obecny. Nic bardziej mylnego! Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji abym mógł kochać mniej jedno z moich dzieci bo nie byłem przy jego narodzinach (np z powodu choroby). Znaczyłoby to, że zanim przyszła "moda" na porody rodzinne, ojcowie nie kochali swoich dzieci? Czy nasi ojcowie nas nie kochają? Kompletna bzdura!
Teoria krążąca w niektórych kręgach, mówiąca że obecność ojca przy porodzie jest "niemęska" bo facet powinien w tym czasie opijać narodziny potomka, nie jest nawet godna rozważania. Choć nie mamy nic przeciwko pępkowemu - tylko z umiarem.
Na szczęście nie ma obowiązku obecności ojca przy porodzie. Być może feministki kiedyś do takiego absurdu doprowadzą. Obowiązku nie ma, ale na szczęście jest taka możliwość! Każdy musi sam podjąć decyzję czy z niej skorzysta.
Przed pisaniem tego artykułu, poprosiliśmy kilka osób o opinię na temat porodu rodzinnego:
Aldona (34 lata, gospodyni domowa)
Zawsze chciałam, żeby mąż był obecny przy porodzie. Jest osobą, która przygląda się z boku co ma wpływ na zachowanie personelu. W razie czego mógłby nim "potrząsnąć".
Agata (30 lat, pracownik biurowy)
Ze względów medycznych mąż nie mógł być przy porodzie. Chciałam, żeby był chociażby po to, żeby zobaczył jak kobieta cierpi.
Marek (40 lat, pracownik budowlany)
Jeżeli facet nie był przy poczęciu to musi być przy porodzie. Ja przy poczęciu byłem...
Monika (42 lata, lekarz)
Niestety jestem już w wieku, w którym nie planuje się kolejnych porodów. Moją dwójkę urodziłam bez męża, kiedy porody rodzinne były rzadkością. Jakbym miała rodzić teraz to chciałabym, żeby mąż był obecny przy porodzie. Zobaczyłby ile trudu mnie kosztowało wydanie na świat naszych dzieci.
Bogdan, mąż Moniki (44 lata, oficer SP)
Nie wiem.
Ela (46 lat, nauczycielka)
Nie miałam porodów rodzinnych. Uważam jednak, że mężczyzna powinien być przy porodzie. Miałby okazję docenić trud kobiety i ją lepiej zrozumieć. Poród rodzinny uwrażliwia mężczyznę. Poród rodzinny jest po to, żeby zacieśnić więzy pomiędzy ojcem i dzieckiem. Kobiecie nie jest potrzebna obecność męża przy porodzie, nie sprawia że jest jej łatwiej. Jestem zdecydowanie przeciwna modzie na obecność przyjaciółki czy nawet matki. Jeśli ktoś ma być to tylko ojciec.
Robert, mąż Eli (51 lat, technik elektryk)
To nie dla mnie, ja przecież nie urodzę. Kobieta jak się rodzi to już ma zakodowane, że kiedyś będzie rodzić. Facet przez 9 miesięcy nie przestawi się na rodzenie. Facet to może zasłabnąć i narobić kłopotu. Kiedyś tego nie było zanim przyszła ta moda z zachodu. Setki lat kobieta rodziła sama z akuszerką i było dobrze.
Luiza (33 lata, chemik)
Nie mam porównania bo zawsze rodziłam z mężem. Poród rodzinny daje poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny.
Wojtek, mąż Luizy (35 lat, inżynier)
Cieszę się, że byłem podczas porodów i jak jeszcze będzie okazja to też pójdę. Wtedy można zobaczyć jak to wszystko wygląda i mieć inne podejście. Fajnie wziąć dziecko na ręce zaraz po porodzie, a nie oglądać je przez szybę. Bardzo pozytywna sprawa. No i porody rodzinne powinny być bezpłatne.
Janina (68 lat, emerytka)
Wydaje mi się to bardzo zbyteczne. Nie każdy mężczyzna to zniesie. Kiedy ja rodziłam w domu, mąż kręcił się w obejściu, ale do niczego się nie przydał.
Wiesław, mąż Janiny (71 lat, emeryt)
Uważam, że jeśli jest zgoda obojga małżonków to na pewno jest to dobre rozwiązanie. Wsparcie dla żony, chyba że mąż jest słaby psychicznie i może nie wytrzymać.
P.S. Autor artykułu nie jest przeciwnikiem porodów rodzinnych. Sam brał udział w poradzie swojego dziecka i zrobiłby to jeszcze raz.


RSS
